A Rychlik nie opuszcza
Nawet i dobry humor
To całkiem niedaleko
Ta Gmina Rychliki
A tam ongiś Wójt
Ze swoją
Gminą
I ze swoją
Pasieką
I szkoda
słów
Gdy w Gminie
Huzia Józia na
Wójta
To
niezależnie od wszystkiego
Wójt ma choć
Swój miód
Do Właścicielki Ogrodu
Po kozę
Halino
Po kozę co chyżo
I trawę podstrzyże
I papier zje
I jeszcze da
mleko
Na lane
kluseczki
A i na ser
I jeszcze za
to
Grosza nie
weźmie
Słowo o Tadeuszu
I był Ci Myśliwy
Gdy strzelił
kielicha
To zaraz
chwytał
Za sztucer
swój
I gotów był
nawet
Mierzyć
przez okno
I nic tylko
wszędzie
Do dzika
A dzik stał
za płotem
I cale
Rychliki
Bawił
chichotem
I tak to
jest
W swoimi
gminnym świecie
Gdy Myśliwy
swój
I gdy dzik
jest swój
I każdy w tym
świecie
Ma to swoje
Szczególne
miejsce
Pospolite ruszenie
I tu wszystkie kwiaty
Garną się do
sztalugi
Maluj nas
maluj
Miesiąc taki
długi
Starczy i
weny
I czasu i
myśli
Starczy na płatki
I starczy na
listki
I nawet
czasu
Starczy na
smukłe
Na smukłe
nóżki łodyżki
I tak przy tej
Jednej drodze
Po tej jedynej drodze
Z Rychlik do Elbląga
Życie jakoś tam biegnie
Strasznie samotnie
Bywa że na
tej drodze
Ani
człowieka
Ani nawet
Złamanego
szeląga
Żeby choć
kiedykolwiek
Był tu jakiś
korek
Choć jedyny
raz
Próżne
oczekiwania
Jedyny korek
w Gminie Rychliki
To tylko ten
W butelce
Do Haliny
I zaglądają do Ciebie
Wszystkie słoneczniki
Zaglądają
przez okno
Z Ogrodu
wprost
I zapraszają
Ciebie
Na kawę do
Van Gogha
A każdy
słonecznik
Wypisz
wymaluj
Toż to sam
Van Gogh
Żebyś tak naprawdę
Sama to wiedziała
Co tak
naprawdę
Ciebie
trzyma w tych Rychlikach
Może ów Ogród
Może ów Dom
Może ta w
każdej cząstce
Tak bardzo
urokliwa Ziemia
Tyle co pod
stopą
Niewielka
piędź
Na dobrą
sprawę
Zabrać ze
sobą
A może
trzymają Ciebie
Tak mocno
Te ściany
Zawsze tak
samo
W tej
głębokiej sielskiej ciszy
Pytające dokąd
Dokąd
kiedykolwiek
Rano
wybierasz się dokądś
Bo one tu
czekają
Zawsze
czekają
Tylko na
Ciebie
Rzecz o Tadeuszu
Zawsze do
lasu
Wiodły Go
wszystkie drogi
Był Odszedł
Zostawił po
sobie
W domu
wszystkie rogi
Pisarz po
sobie
Pozostawia
dzieła
Myśliwy po
sobie
Pozostawia trofea
A i wszyscy
mówią
W tak
krótkim życiu
Tyle zgromadzić
można
Halinko
prawdziwe cudeńka
Te Twoje poroża
Słoneczne upomnienie
I Słoneczko
Do Ciebie
Dyskretnie zamruga
Z wiązką
promieni tu
Gdzie Twoja
Sztaluga
I przez okno
czasem
Wpadnie do
Ciebie
I Wiatr
Zajrzeć do Twoich
Kart
Poruszy poprzewraca
Byś łatwiej
w nich dostrzegła
Owe
bezsporne piękno
I tak niech
Ciebie ogarnia
Trzymająca Ciebie
Coraz
mocniej
W tych Twoich
Rychlikach
Ta równie
cudowna
Piękna Nostalgia
Ilustracje
Halina Zbróg

Stanisław Józef Zieliński
Archiwum Internetowe
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
26. 08. 2024












.jpg)



